Wioski na wodzie

Wioski na wodzie w okolicy Siem Reap to faktycznie komercyjna papka dla turystów. Trochę o tym czytaliśmy, mimo to postanowiliśmy zaryzykować, bo w naszym napiętym planie nie mieliśmy gdzie wepchnąć tych prawdziwych wiosek na wodzie – są trochę za daleko. Poza tym nasz szalony driver przebrany za Mikołaja zaoferował nam, że dzięki swoim szerokim znajomościom załatwi bilety za „jedyne” 15 dolarów. Oficjalna cena to 20$, choć właściwie nie wiadomo co w ogóle oznacza w tym wypadku „cena oficjalna”, bo nie ma jej ani na bilecie, ani nigdzie przy kasie. Pewnie każdy płaci tyle, na ile wygląda. Bardzo możliwe, że daliśmy się naciągnąć, ale i tak nie aż tak bardzo jak inni.

Tak więc wszyscy razem, bo kierowcę też zabraliśmy ze sobą, płyniemy łódką do pływających wiosek Chong Kneas. Po drodze ucinamy sobie pogawędkę, wiemy już ile nasz kierowca ma dzieci i skąd pochodzi. On za to stwierdza, że ja napewno lubię spędzać czas na wsi, bo na to wskazuje mój wygląd natomiast po Kubie od razu widać, że to chłopak z miasta 😉
Cała atrakcja, czyli opłynięcie wioski zajmuje nam mniej niż godzinę, bo wioska jest mała, a my od razu uprzedzamy, że nie jesteśmy zainteresowani farmą krokodyli, sklepem z pamiątkami ani żadnymi innymi dodatkowymi atakcjami. Starym numerem tutaj jest zabieranie turystów „po drodze” do sierocińca, albo szkoły, aby zobaczyli jak żyją i uczą się tutejsze dzieci. Kiedy już zaczną litować się nad ich losem nagle okazuje się, że jeśli chcą, to mogą pomóc, bo akurat obok szkoły jest sklep z przyborami szkolnymi, a obok sierocińca można bardzo okazyjnie kupić worek ryżu i dzieci nie będą głodne co najmniej przez tydzień. Co za zbieg okoliczności -sklep jest akurat otwarty! A ryż kosztuje tylko 5 razy tyle co gdzie indziej. Zeszyty i kreda też są po 10$, no ale dzieci tak smutno patrzą, teraz już nie wypada odmówić. Znając tutejsze zwyczaje, kiedy tylko łódka z przeklinającymi pod nosem darczyńcami zniknie za horyzontem, cała ekipa, czyli dzieci, sprzedawca w sklepie i kierownik wycieczki zwracają wyszystko z powrotem do sklepu i rozdzielają między sobą łup.
Wioska jest mała i w dużej części zamieszkują ją Wietnamczycy. Ludzie chyba rzeczywiście tam mieszkają na stałe i można ich zobaczyć przy codziennych czynnościach. Niektóre domki są otwarte i przez drzwi widać wnętrze. Większość wygląda raczej biednie, ale są i takie, w których widać telewizor na akumulator (w wiosce nie ma prądu). Wracając zatrzymujemy się jeszcze na wodnym polu lotosów – bardzo fajny widok.
Dzień kończymy standardowo kolacją – tym razem postanawiamy zaszaleć, bo żegnamy już Siem Reap i zamawiamy zestaw 8 typowo lokalnych dań za całe 15$. Na koniec jeszcze masaż i jesteśmy gotowi, aby z samego rana wyruszyć do stolicy -Phnom Penh.

Jedna odpowiedź do “Wioski na wodzie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *