Genting Highlands

Wylądowaliśmy w Kuala Lumpur. Wysiadamy z samolotu, głęboki wdech i…okazuje się, że ciężko się tu oddycha. Jest strasznie duszno, a wilgotność jest tak duża, że pierwsze parę wdechów przychodzi nam z trudem. Zmęczeni, spoceni i z zadyszką niczym emeryci, biegniemy do autobusu, który ma nas zawieźć na dworzec Pudu, gdzie jesteśmy umówieni z Kasią. Nie widzieliśmy jej 100 lat, więc cieszymy się na to spotkanie. Kasia pracuje w Genting Highlands, miejscowości położonej w górach i oddalonej od Kuala o godzinę jazdy. To właśnie będzie nasz pierwszy przystanek w Malezji.
Jeśli wpiszecie w wyszukiwarce grafiki google „Genting Highlands”, zobaczycie prawdziwe azjatyckie Las Vegas. Hotele, kolejki linowe, karuzele, rollercoastery, centra rozrywki, sklepy, wesołe miasteczka no i przede wszystkim jedyne kasyno w Malezji. Nad wszystkim góruje wielki tęczowy budynek, który idealnie oddaje klimat tego miejsca. To właśnie hotel, w którym śpimy – First World Hotel. Podobno to największy hotel w całej Azji – ma 28 pięter i zmieszczono w nim aż 6500 łóżek. Nasz pokój znajduje się na 27 piętrze i ma numer 27915 😉
W Genting Highlands jest wszystko. Paryski klimat? Nie ma problemu – jest kilkunastometrowa wieża Eiffla, a obok można kupić croissanty. Trochę dalej jesteśmy już w Londynie – Big Ben jak malowany. Zaraz za nim Wenecja i gondole sunące po szynach niczym płynące po kanałach między wąskimi weneckimi uliczkami. Każda łódka ma nawet własnego gondoliera – manekina z wiosłem. Dalej Statua Wolności na motorze i różowy Cadillac. Chcesz poczuć prawdziwą europejską zimę – tylko w Genting dostaniesz czapkę, kurtkę, rękawiczki i za grubą kasę wejdziesz na trochę do pomieszczenia, w którym pada śnieg i jest -10 stopni. To rozrywka idealna dla nas 😉
Gokarty, domy strachów, Święty Mikołaj na saniach, fontanny i karuzele, superbohaterowie, a między nimi niezliczona ilość sklepów i restauracji. Ilość ludzi, kolorów i atrakcji przyprawia o zawrót głowy. Nigdy nie wiedzieliśmy takiego miejsca i trzeba przyznać, że robi wrażenie, bo do tego wszystkiego utrzymane jest w azjatyckim stylu 😉 Poza tym jesteśmy praktycznie jedynymi turystami tutaj.
Wieczorem Kasia zabrała nas na kolację do restauracji ze wszystkimi odmianami azjatyckiej kuchni. Nie wiem czy było tam coś, czego nie spróbowaliśmy. Po 2 godzinach wytoczyliśmy się zachwyceni Azją jeszcze bardziej i skierowaliśmy w stronę lodowiska (tak, oczywiście lodowisko też w Genting mają), żeby zobaczyć rewię, w której jeździ Kasia.
Genting Highlands jest tak zupełnie inne od wszystkiego, co widziałam do tej pory w Azji, że naprawdę warto je zobaczyć choćby dla samego kontrastu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *