Pierwszego dnia w Siem Reap wstaliśmy wcześnie, wynajęliśmy sobie na cały dzień tuk-tuka z wesołym kierowcą w czapce Świętego Mikołaja i ruszyliśmy do Angkor. Najpierw pojechaliśmy kupić bilety. Kasa biletowa wygląda jak punkt kontroli paszportowej na lotnisku. Troche nie pasuje do rozwalających się bambusowych chatek, które są w Kambodży wszechobecne. Za 20$ od osoby dostaliśmy bilet wstępu na jeden dzień w postaci karty ze zdjęciem.
Pierwszy punkt to główna świątynia. Nasz tuk tuk driver zostawił nas przy wejściu i powiedział, że widzimy sie z powrotem za 2-3 godziny. Byłam pewna, że starczy nam maksymalnie godzina, ale rzeczywiście wróciliśmy po 3, a to dlatego, że po drodze spotkaliśmy małpki 🙂 Było ich całe stadko: mniejsze, większe, stare i duże samczyki, a nawet małpia mama z przyczepionym do brzucha malutkim małpim dzieckiem, które rozglądało się wokół bardzo zdziwione. Od razu chcieliśmy je wytarmosić, niestety towarzystwo było dość nieśmiałe i wyciągało łapki tylko po cukierki po czym szybko uciekało w krzaki. Niesamowite, że one zachowują się zupełnie jak ludzie. Piją wodę z butelki, siedzą zakładając nogę na nogę, albo po turecku i rozwijają cukierki z papierków.
Kilka metrów dalej upatrzyliśmy sobie dwie małpki, wyglądały na dość młode i napewno nie były nieśmiałe – jedna właśnie zaczynała włazić na wystraszoną Azjatkę podczas, gdy druga grzabała jej w torebce. Od razu wiedzieliśmy, że przypadniemy sobie do gustu 😉 Kiedy tylko biedna dziewczyna uciekła piszcząc i trzymając się za torebkę, małpki zabrały się za nas. Mniejsza od razu wskoczyła Kubie na plecy i chciała rozpiąć plecak, a większa zaczęła bawić się kamerą, a potem podgryzać go, ale raczej przyjaźnie. U mnie najciekawsze okazały się włosy – mniejsza szukała w nich chyba czegoś do jedzenia targając je na wszystkie strony, a większa siedziała mi na kolanach i sobie mnie oglądała. Po chwili i ona złapała moje włosy i zaczęła się na nich bujać, nie mogłam jej zdjąć, a sama nie chciała odpaść, więc Kuba wkroczył do akcji i próbował obie ze mnie zdjąć – fajnie musieliśmy w tym momencie wyglądać 😉
Zadowoleni wróciliśmy do naszego tuk tuka i ruszyliśmy dalej. Po 3 godzinach w Angkor Wat mamy 100 zdjęć świątyń i 200 zdjęć małp, rozładowany aparat i kamerę 😉
To nic, bawimy się nadal dobrze, a zdjęcia robimy czasem telefonem. Angkor zmienił się od mojej ostatniej wizyty. Nigdzie nie widać już handlujących czym popadnie dzieciaków, które zawsze towarzyszyły w zwiedzaniu świątyń. Świątynia Ta Prohm (Lary Croft) jest strasznie zniszczona. W wielu miejscach leżą już tylko kupy kamieni. Zupełnie inaczej ją zapamiętałam. Poziom wody jest niski, więc do Neak Pean nie idzie się mostkiem, który jest równy poziomowi wody i w niektórych miejscach podtopiony, co sprawia, że wygląda jakby deski leżały na wodzie. Mostek wystaje teraz z wody o ponad metr, więc suchą stopą można dojść do świątyni, która nie wiem dlaczego jest zamknięta dla turystów.
Zmęczeni i zadowoleni wróciliśmy do hotelu wieczorem. Od razu pobiegliśmy na kolację, a później standardowo na masaż. Salony masażu są tu na każdym rogu. Są małe i wyposażone w sprzęty pamiętające chyba czasy reżimu Pol Pota, ale nie warto się zrażać. Główna „część zabiegowa” znajduje się wprost na ulicy przed gabinetem, gdzie wystawionych jest w rzędach kilkanaście, albo i więcej foteli i wszyscy się masują. Najpopularniejszy jest masaż stóp, kosztuje całe 2$ i naprawdę stawia z powotem na nogi po dniu pełnym chodzenia. Dlatego każdy salon ma klientów, w każdym jest chyba ze 20 pracowników i wszyscy są zadowoleni 🙂
Bardzo popularny jest też fish massage – na ulicach stoja ogromne, otoczone ławką akwaria – można usiąść sobie na brzegu i zanurzyć nogi w wodzie pełnej malutkich rybek, które od razu zaczynają podgryzać stopy. Strasznie to łaskocze i chyba nie daje żadnego efektu, ale jest wesoło. Bywa, że część rybek pływa do góry brzuchem, wtedy przychodzi pan i odławia je łyżką. My zdecydowanie wybieramy masaże tradycyjne. Dziwi nas, że są tańsze niż fish massage, ale to chyba dobrze pokazuje jak wycenia się tu pracę ludzkich rąk :/
Bardzo fajnie podróżowało nam się dzisiaj z naszym wesołym kierowcą, więc umawiamy się na jutro rano. Wybieramy się do wiosek na wodzie 🙂

Eliza, wrzuc zdjęcia czasem! Chcę zobaczyć te małpę wiszącą na Twoich włosach:D
Chetnie wymieniłabym Malkolma na maleńką małpkę
Kochani, bawcie się dobrze ( chociaż nie wiem po co Wam tego życzę jak Wy i tak sie już dobrze bawicie:)) szalejcie i zwiedzajcie, a nas zabierzcie w następną podróż…:)
Buziaki
Proszę o zdjęcia…
Zdjęcia będą jak wrócimy do Polski, bo nie mamy jak z iPada ich wrzucić. Cierpliwości 🙂